Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Bolesławiec
Powódź w  „Malcie”

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Ludziom, ceniącym rodzimą przyrodę, ziemia bolesławiecka zawsze oferowała nieprzebrane bogactwo urokliwych zakątków Borów Dolnośląskich. Dzisiaj sentymentalne wspomnienia sprzed lat przywołują też dramatyczne przeżycia, jakie były udziałem harcerzy z grodu nad Bobrem, obozujących niegdyś w tej puszczy.
 Powódź w  „Malcie”

 Powódź w  „Malcie”
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć. Powódź w  „Malcie”
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć. Powódź w  „Malcie”
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

„Wakacje 1964” wypadły w roku dwudziestolecia istnienia PRL-u, co obowiązkowo musiało zostać podkreślone także w organizowanych placówkach wypoczynku letniego. Specjalne chusty uczestników zlokalizowanego wtedy pod Kliczkowem obozu harcerskiego „Malta” miały więc w zarysie granic Polski umieszczony symbol XX, a główną bramę obozowiska zdobiły wykonane z płyty pilśniowej, biało-czerwone „dwudziestki”.

„Maltańskie” namioty rozbito na nadrzecznej łączce, w sąsiedztwie przerzuconego nad Kwisą, naprawionego po wojnie mostu drogowego. Jedno przęsło tej przeprawy wysadzono bowiem w lutym 1945 roku. Wybuch był tak silny, że uszkodził także stojące na jej zachodnim brzegu, tuż przy rzece, domy i przypominającą dworek aptekę.

Uczestnikami maltańskiego obozu byli głównie harcerze z Bolesławca, ponadto niezorganizowana wrocławska młodzież spoza ZHP tudzież niewielkie skautowe grupy nastoletnich gości ze Szwajcarii, Rumunii i badajże Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Ci mieli chusty z symbolicznym wizerunkiem kuli ziemskiej, ozdobionym napisem „MALTA”, a na północnym biegunie wyobrażenia naszego globu siedział biały gołąbek.

Polową kuchnię wymurowano na niewielkim podwyższeniu terenu, opalano ją dostarczanym węglem, główne wyposażenie stanowiły wielkie aluminiowe gary, patelnie i solidne chochle. Stołówkę zmontowano z długich, drewnianych stołów i ław, zabezpieczonych przed deszczem płóciennymi zadaszeniami. Jako najczęstszy dodatek do posiłków pojawiał się chleb ze świetną marmoladą lub lubianym przez większość obozowiczów sztucznym miodem.

Śniadania, obiady i kolacje smakowały biegającym niestrudzenie po okolicznych lasach bądź kąpiącym się w Kwisie harcerkom, harcerzom i ich gościom. Główną „umywalnię” obozową wykonano na brzegu rzeki z długich desek, tworzących trzy stopnie. Najniższy dotykał poziomu rzeki, więc gdy wody w Kwisie przybywało – niknął w jej odmętach.

Przy umywalni leżały miednice, jednak najczęściej schodzono na piaszczyste dno i myto się bezpośrednio w Kwisie. Ekologia była wtedy jakby mniej werbalnie nagłaśniana, warto jednak zaznaczyć, iż dziewczęta miały dodatkową, bardziej komfortową „łaźnię”. Listę urządzeń sanitarnych uzupełniały wkopane w skarpę doliny rzecznej wieloosobowe latryny.

Na obrzeżu zamkowego parku istniała jeszcze w owym czasie kaplica grobowa, wewnątrz zabytku uwagę zwracał sarkofag z postacią leżącego człowieka w zbroi. Ten sakralny obiekt i jego otoczenie bywały jednym z punktów wycieczek krajoznawczych. Organizowano też wyprawy do nieistniejącej od dawna, starej elektrowni wodnej, pracującej niegdyś na obrzeżu parku zamkowego. Po sezonie przechowywano w niej część harcerskiego sprzętu biwakowego ościennych hufców.

Na murach energetycznego przybytku widniały wyryte, znaczone resztkami wykruszonej farby linie, przypominające poziomy największych przyborów Kwisy podczas dawnych powodzi.

Drugi turnus obozu zakończył się przedwcześnie w dramatycznych okolicznościach. Spowodowała je właśnie gwałtownie wezbrana rzeka, pewnej nocy wpływająca do stojących nad jej nurtem namiotów. Szum czarnej wody w mroku, widok pływających w świetle latarek butów i innych elementów odzieży budził oczywiście lęk, obyło się jednak bez paniki. Co prawda natężenie emocji sięgało zenitu, ale ostatecznie nikt nie ucierpiał !

W miejscu, gdzie dziś rzekę przegradza zapora nowej kliczkowskiej elektrowni, wisiał dawniej krótki most linowy. Powódź wypłukała przy jego przyczółku grunt, odgradzając przeprawę od brzegu pasem szybko płynącej wody. Osłabiła ona system korzeniowy paru rosnących blisko drzew, te zaś upadając utworzyły sklecony z dwóch pni chwiejny pomost, przedłużający niejako wiszący most.

Cztery lata po zakończeniu „Malty” w jego pobliżu zorganizowano kolejny harcerski biwak. Uczestnicy obozowiska traktowali kombinowaną przeprawę jako miejsce ćwiczenia równowagi. Pokonywanie śliskich pni nie było łatwe, zbyt pewne siebie osoby szybko lądowały w wodzie.

Urokliwa Kwisa, przywołująca sentymentalne wspomnienia, dzisiaj też jest doceniana przez bolesławieckich – i nie tylko bolesławieckich - harcerzy.


Zdzisław Abramowicz



Dzisiaj
Poniedziałek 24 czerwca 2024
Imieniny
Danuty, Jana, Janiny

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl


otojeleniagora.com © 2007 - 2024 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl